Ten tekst jest dla osób, które chcą zrozumieć, co się dzieje po stronie techniki. Jeśli szukasz listy rzeczy do zrobienia przed sesją, zacznij od zasad przygotowania mieszkania do zdjęć. Tutaj zajmujemy się tym, co decyduje o jakości samego kadru.
Ogniskowa: szeroko, ale nie za szeroko
Naturalna dla wnętrz ogniskowa to w przeliczeniu na pełną klatkę mniej więcej od szesnastu do dwudziestu czterech milimetrów. Poniżej tego zakresu pomieszczenie zaczyna wyglądać na znacznie większe, niż jest, meble przy krawędziach kadru rozjeżdżają się, a kupujący czuje się wprowadzony w błąd, gdy wchodzi do środka.
Bardzo szeroki kadr jest kuszący, bo mieści całe pomieszczenie z jednego ujęcia. Lepszym rozwiązaniem jest jednak dwa kadry z dwóch narożników przy sensownej ogniskowej niż jeden kadr, na którym pokój wygląda jak sala gimnastyczna.
Wysokość i poziom
Aparat ustawia się mniej więcej na wysokości od stu do stu trzydziestu centymetrów. Wyżej podnosi się podłoga i pomieszczenie się skraca, niżej rośnie sufit i kadr zaczyna wyglądać jak zdjęcie zrobione przez dziecko.
Poziom jest ważniejszy niż wysokość. Matryca musi być prostopadła do podłogi, bo tylko wtedy pionowe krawędzie ścian, futryn i mebli zostają pionowe. Poziomica w aparacie albo w telefonie to najtańsze narzędzie, jakie można tu wykorzystać.
W kuchni i w łazience warto zejść nieco niżej, bo blaty i umywalki znajdują się na stałej wysokości i przy kadrze z góry wyglądają na przycięte.
Światło mieszane: największy problem wnętrz
W jednym pomieszczeniu masz zwykle trzy źródła światła o różnej barwie: dzienne z okna, ciepłe z żarówki, czasem zielonkawe ze świetlówki. Każde ma inną temperaturę barwową, a aparat ustawia jeden balans bieli dla całego kadru.
Najprostsze rozwiązanie jest zaskakująco skuteczne: zgaś wszystko i fotografuj tylko przy świetle dziennym, doświetlając cienie lampą o barwie zbliżonej do dziennej. Wtedy w kadrze jest jedna barwa i kolory ścian są prawdziwe.
Drugie podejście to zapalenie wszystkich lamp i wyrównanie żarówek do jednej, ciepłej barwy w całym mieszkaniu. To daje przytulny efekt, dobry przy kadrach wieczornych, ale wymaga konsekwencji: jedna zimna żarówka w kadrze psuje całość.
Statyw i długi czas naświetlania
Statyw nie służy do tego, żeby zdjęcie nie było poruszone. Służy do tego, żeby dwa kadry z tego samego miejsca były identyczne, co pozwala połączyć różne ekspozycje albo podmienić fragment okna.
Daje też drugą rzecz: przy zamkniętej przysłonie i długim czasie naświetlania cała głębia pomieszczenia jest ostra, a szum praktycznie nie występuje. Ręcznie tego nie da się osiągnąć.
W bardzo małych pomieszczeniach statyw bywa niewykonalny i wtedy zostaje oparcie aparatu o framugę i krótsza seria ujęć. To kompromis, ale świadomy.
Obróbka: co jest standardem, a co przekracza granicę
Standard to: wyprostowanie pionów, korekta dystorsji obiektywu, zbalansowanie koloru, rozjaśnienie cieni, przyciemnienie prześwietlonych okien, usunięcie odbicia fotografa w lustrze i szybach oraz usunięcie drobnych elementów, które trafiły w kadr przypadkiem, jak kabel czy zapomniana ścierka.
Granicą jest zmienianie tego, co jest przedmiotem transakcji. Nie usuwa się pęknięcia ściany, nie prostuje krzywej podłogi, nie zamienia widoku za oknem i nie dodaje mebli bez oznaczenia, że to wizualizacja.
Ta granica nie jest tylko kwestią etyki. Zdjęcie, które obiecuje coś innego niż rzeczywistość, generuje oględziny kończące się po dwóch minutach, czyli dokładnie ten koszt, którego dobra sesja miała uniknąć.
Jak to przełożyć na zlecenie
Jeśli zamawiasz sesję, nie musisz znać tych szczegółów. Musisz natomiast wiedzieć, o co zapytać: czy piony będą prostowane, czy kolor będzie korygowany przy świetle mieszanym i jakie pliki dostaniesz na wyjściu.
Kreator zapytania na tej stronie wpisuje te punkty do briefu razem z planem kadrów, więc wyceny, które dostaniesz, dotyczą tego samego zakresu pracy.